09.02.2015

Domowy antyperspirant

Zaraz po tym, jak narodziła się w mojej kuchni fascynacja zdrowym, naturalnym jedzeniem, zadałam sobie pytanie: no dobrze, a co z łazienką? O ile zwracam coraz częściej uwagę na dodatki chemiczne w tym, co bierzemy do ust, o tyle wszystko, czym traktuję swoją skórę, włosy, paznokcie jest przeze mnie - powiedzmy - akceptowane. A przecież przez skórę wchłaniamy ogromne ilości składników! Nie zdawałam sobie do niedawna sprawy, jak niektóre kosmetyki mogą być dla nas szkodliwe.
Weźmy taki antyperspirant. Dla niektórych użytkowników komunikacji publicznej nie jest on obowiązkiem i okazuje się, że... ratują sobie skórę. W większości dezodorantów, tak beztrosko reklamowanych w telewizji i w czasopismach, jest składnik-tabu, który obkurcza nasze gruczoły potowe i owszem, dzięki temu nie pocimy się jak stado pasażerów PKSu w lipcu, ale zaburzamy naszą naturalną termoregulację (po coś jednak się pocimy!). Mowa o solach aluminium (np. aluminium chloride, generalnie wszystko, co "alu" i "giń" "glin"). Sprawdźcie, czy jakikolwiek dezodorant w Waszej łazience nie ma w składzie glinu. Typuję, że nie znajdzie się wiele takich...

Ale pół biedy termoregulacja! Okazuje się, że i Alzheimer, i rak piersi, i kilka innych chorób można powiązać z aluminium. Z resztą jest tutaj cały artykuł na ten temat.

Przeraziłam się po trzykroć: po pierwsze, bo używałam 20 lat dezodorantów i pewnie mogę już poszukać w sobie objawów Alzheimera. Po drugie: bo tak niewiele jest informacji na ten temat, że trzeba celowo ich szukać i nikłe są szanse, że jakaś nastolatka trafi przypadkiem na rozsądnie napisany tekst i weźmie sobie do serca ostrzeżenia. I po trzecie: to co teraz, dołączyć do klubu tych stereotypowych użytkowników komunikacji publicznej? 

Nie.

Plątałam się tak jeszcze w sieci jakiś czas, aż natrafiłam na rozwiązanie: domowy antyperspirant. Prosty, bezpieczny, robi się w minutkę z produktów, które są w każdym domu, a co najważniejsze - skuteczny! 


Składniki
- dwie części dowolnego kremu, tylko nie tłustego - będzie nam brudził ubrania. Można też spróbować z olejem kokosowym, ale ten to dopiero jest tłusty! To będzie nasza baza
- jedna część mąki ziemniaczanej (wchłania nadmiar wilgoci)
- jedna część sody oczyszczonej (zapobiega brzydkim zapachom)
- można dodać jakiś pachnący olejek, ale nasz antyperspirant w wersji bezzapachowej można będzie bez obawy łączyć z ulubionymi perfumami.

Wszystko mieszamy, gotowe. 


Byłam najpierw sceptyczna, czy aby na pewno działa lepiej niż Fa i inne Rexony. Przetestowałam przez jedno popołudnie z nosem wyczulonym na wszelkie odchylenia od normy. Było ok. Następny cały dzień spędziłam na mieszance - nic. Dzień trzeci: odważnie wsiadłam do samochodu, a był środek lata. Brzydkiego zapachu ani, ani. I próba ognia: całodzienna, męcząca wycieczka w góry. Byłam zachwycona, gdy okazało się, że spisuje się o wiele lepiej, niż te wszystkie cudowne antyperspiranty!

Parę dni wcześniej kupiłam jakąś Rexonę. Stoi sobie tak do dzisiaj i radośnie zasycha...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz